piątek, 2 listopada 2018

moment

ukradkiem, po omacku,
w niewinnym pośpiechu,
wymieniamy oddechy,
usta gorące jak piekło,
usta miękkie jak niebo,
głęboko i szybko,
na świeżo wypranej
czarnej chuście,
prowizoryczne prześcieradło
w białe grochy
przesuwa się pod nami.

widzę, gdy puszcza
oczko w pończosze,
rodzi się nowa gwiazda
w miejsce starej,
cała galaktyka wygina się pode mną,
słyszę jak obcas wbija się w igliwie.
ślady po haftkach na drżących plecach
czuję pod drżącymi palcami,
blizny po kometach,
blizny po snach,
tysiące mokrych nocy
pod baldachimem niewinnej księżniczki.
nie możesz już być bliżej,
bardziej już być nie możesz,
nie można już bardziej być

z daleka okrzyki i śmiechy,
ostatnie przejażdżki na łańcuchowej,
strzelnice pachną starym drzewem i ołowiem,
teraz opuszczają zardzewiałe kotary,
gasną światła automatów do gier,
milkną flippery i jednoręcy bandyci
gasną ostatnie z gier.