sobota, 27 grudnia 2025

nic już się nie śni 
pod neonową kopułą  
powietrza brakuje
na echa
ściany w pochyle
w wiecznym tąpnięciu
przewrócą życia na plecy 
o odpowiedniej porze
popsute mleko drogi
zaleje gwiazdy i już 
nie poparzą 
spadną skruszone 
w otwarte oczy
czasze parasoli
śpiące trzmiele




niedziela, 21 grudnia 2025

bez poręczy

nie opuścisz gniazd 
których nie ma
kołysek w śniegu 
nieruchomych 

zbiegam po oblodzonej 
górze czarodziejskiej schodów 
próbując złapać boga
który mnie wypluł zimnego











piątek, 12 grudnia 2025

w tunele

prawdopodobnie
rozgniata nas teraz
jak muchy
na jeszcze ciepłych ekranach
na czołach podziemnych kolei
w gwiździe syrenim 

w tunele


czwartek, 11 grudnia 2025

kałuże nie chcą schnąć 
w oddechu supernowej
wszechświaty porzucone
mieszają się z błotem na podeszwach

równolegle nie dotknie mnie już nic
cudza wina cudzy strach cudzy koniec
przez chwilę poza zasięgiem 
będę jak ptak pod wodą 
niesiony przez odpływ 
do domu









sobota, 6 grudnia 2025

uciec nam trzeba

kochanie 

póki nam się jeszcze 

ramion mosty zwodzą 

póki oddech rzeźbi w ustach

póki krew w nas

sztormuje


z cudzych nieb wypluci


uciec nam trzeba

kochanie 

czwartek, 4 grudnia 2025

jak po kocim półśnie
gną się grzbiety fal
gdy w toń zamgloną 
ostatnich zwołują

a w światłach portowych
śnieży perłami 

na pokład trzeszczący 
jak dachy wiatraków