sobota, 25 sierpnia 2018

przeżute

drzewa tak tańczą
posłuszne ramiona
drżące kolana w paproci
jeszcze bardziej
jeszcze bliżej
wilgotne ciepłe
rozchylone niebo
gdy wszystkie mapy spłonęły
podziurawione przez morze
bezgłośne słone i blade
kotwice pączkują w mule

nici wirują w fastrygi galaktyk
przeżute

wtorek, 21 sierpnia 2018

Las

Chciałbym nosić czapkę z daszkiem 'dunlop'. Chciałbym kochać samochody i wyścigi.
Chciałbym mlaskać bułkę z kiełbasą w smarze i mówić częściej 'kurwa'. Chciałbym wyrywać dupy na podmiejskich dyskotekach i często po wódce wychodzić na solo... Albo przynajmniej mieć jacht i dzięki koce oferować widoczki, tępym żoneczkom spuszczonym ze smyczy,
Wyjadam resztki ze stołu babci, kobietom ciężarnym nie patrzę w oczy i rozkoszuje się efektami nowego patentu na kawe nierozpuszczalną.
Jestem zubożałym arystokratą z prozy wczesnokapitalistycznej, który nie chcę słyszeć żadnych złych wieści.
Współczując zawsze bardziej Izabelli niż Stasiowi.
Zasiałaś we mnie cudny las. Teraz płonie. Coraz bliżej basenów.

W skoku

Mam ochotę na cynamonową Ciebie.

Mrużę oczy prawie zawsze, zamiast cekinów - rybie głowy, zamiast Twojego "będe nieznośna" - szczekanie odpustowego bębenka, szum piwnic przystrojonych kurzem i trutką. Jestem w skoku marcowych dachowców, piję z kałuż razem z nimi, wybaczam wszystko, bo czerpię z tego jeszcze przyjemność. Mam ochotę na cynamonową ciebie, więc zrób co masz do zrobienia, nie dam ci klucza, zapomnij o dzwonku. dobrze wiem, że przepłyniesz bezszelestnie przez moje drzwi. Co masz zrobić - zrób to szybko. I chodź.

Na czarno i złoto. Nigdy na próżno. I pamiętaj - tutaj to jest przestępstwo.

Upij się na kochanie całego świata. sprzedaj mi teorię, że świat jest dobry i piękny. carlo rossi - kalifornia - autostrady bez końca.