jestem księciem
gdy opadam
rozdarty pokład królewny
lśni srebrem
mewich źrenic
w dzikie dno
gdzie szafir
muskał stopy królewny
ku światłu
na końcu
tunelu
jestem księciem
gdy opadam
rozdarty pokład królewny
lśni srebrem
mewich źrenic
w dzikie dno
gdzie szafir
muskał stopy królewny
ku światłu
na końcu
tunelu
śnią mi się brudne szyje
kamienic studni
z powybijanymi oknami
podbite oczy
gołębie parapety
stęchlizna sięga orbity księżyca
zaglądającego przez popękane
ściany sypialni
na łóżkach zaplątane
strzępy spadochronów
suche szare szypułki truskawek
i okruchy chleba spod pleców
szukam
po strychach
mają tam kino
uciekają pod sufit
gdy zapalam oczy
to nie noc
ptakom rozlały się
źrenice
w gasnącym
półzmierzchu
próbowały wić
gdy bierzesz łatwe
usta jagodowe
mają smak ich krwi
nie ma już śladów
obce podłogi
sypialnie ściany drzwi
wytarłem się do końca
o mury miast
na zewnątrz martwe
napina jak żagle
poły namiotów
cyrkowych