rozpędzam
do lotu się wzbić
bez przerwy
nareszcie
bez końca
na słonych jej oczu
niespokojnych jeziorach
od tafli jej serca
dymionego szkła
słowa jak cygańskie konie
same się pętają
w cichym śniegu
wciąż pachniesz ciepłym deszczem
na bezwietrzu
w półmroku
rozżarzona
popatrz
port się w dole nam wyświetla
płonące jachty
jak napisy końcowe