Rozpadam się na oślep w tętnice gęstych rzek, w fontanny słodkiej śliny, w kwietniki mostów, w śnieg, I jestem jakby obok i nie ma w tym bo, zgubiłem wczoraj wszystko, a dziś znalazłem to. Rozrzucam się po słońcach, zlizuję z komet szron, nie szukam śladów życia, Ja nie jestem stąd.
https://www.youtube.com/watch?v=og9CLayZ_Ks
piątek, 30 listopada 2018
środa, 21 listopada 2018
trupy
jeżdę autobusami
za zimno na rower
i na wszystko
w autobusach jest prawdziwie
martwi ludzie
martwe twarze
martwe palce
na wyczerpanych smartfonach
jadę zbyt krótko
by widzieć defibrylację
ale sprzęt jest
jadę za krótko by
skorzystać z wifi
bo po co
wszyscy poza też martwi
ale działa monitoring
i klimatyzacja
jestem częścią lepszego świata
róża wiatrów
busola głupców
kompas szaleńców
wszystko zapowiada zimę
oby do wiosny trupy
oby do wiosny
za zimno na rower
i na wszystko
w autobusach jest prawdziwie
martwi ludzie
martwe twarze
martwe palce
na wyczerpanych smartfonach
jadę zbyt krótko
by widzieć defibrylację
ale sprzęt jest
jadę za krótko by
skorzystać z wifi
bo po co
wszyscy poza też martwi
ale działa monitoring
i klimatyzacja
jestem częścią lepszego świata
róża wiatrów
busola głupców
kompas szaleńców
wszystko zapowiada zimę
oby do wiosny trupy
oby do wiosny
poniedziałek, 19 listopada 2018
tylko jesień
jak by nie patrzeć
ścieram łagodne szkliste
oczy bombardowane
mokrym prochem
z zerwanych żagli
z rąk błaznów
mających trzymać ster
z rąk morderców
inżynierów okopów
strategów ucieczki
wampirów fajerwerków
manekinów w marynarskich ubrankach
twarze klaunie debilne
muchy szczury skurwysyńskie pomioty
pchają mi się pod nóż
a to tylko mgła
mówią
tylko jesień
ścieram łagodne szkliste
oczy bombardowane
mokrym prochem
z zerwanych żagli
z rąk błaznów
mających trzymać ster
z rąk morderców
inżynierów okopów
strategów ucieczki
wampirów fajerwerków
manekinów w marynarskich ubrankach
twarze klaunie debilne
muchy szczury skurwysyńskie pomioty
pchają mi się pod nóż
a to tylko mgła
mówią
tylko jesień
piątek, 2 listopada 2018
moment
ukradkiem, po omacku,
w niewinnym pośpiechu,
wymieniamy oddechy,
usta gorące jak piekło,
usta miękkie jak niebo,
głęboko i szybko,
na świeżo wypranej
czarnej chuście,
prowizoryczne prześcieradło
w białe grochy
przesuwa się pod nami.
widzę, gdy puszcza
oczko w pończosze,
rodzi się nowa gwiazda
w miejsce starej,
cała galaktyka wygina się pode mną,
słyszę jak obcas wbija się w igliwie.
ślady po haftkach na drżących plecach
czuję pod drżącymi palcami,
blizny po kometach,
blizny po snach,
tysiące mokrych nocy
pod baldachimem niewinnej księżniczki.
nie możesz już być bliżej,
bardziej już być nie możesz,
nie można już bardziej być
z daleka okrzyki i śmiechy,
ostatnie przejażdżki na łańcuchowej,
strzelnice pachną starym drzewem i ołowiem,
teraz opuszczają zardzewiałe kotary,
gasną światła automatów do gier,
milkną flippery i jednoręcy bandyci
gasną ostatnie z gier.
w niewinnym pośpiechu,
wymieniamy oddechy,
usta gorące jak piekło,
usta miękkie jak niebo,
głęboko i szybko,
na świeżo wypranej
czarnej chuście,
prowizoryczne prześcieradło
w białe grochy
przesuwa się pod nami.
widzę, gdy puszcza
oczko w pończosze,
rodzi się nowa gwiazda
w miejsce starej,
cała galaktyka wygina się pode mną,
słyszę jak obcas wbija się w igliwie.
ślady po haftkach na drżących plecach
czuję pod drżącymi palcami,
blizny po kometach,
blizny po snach,
tysiące mokrych nocy
pod baldachimem niewinnej księżniczki.
nie możesz już być bliżej,
bardziej już być nie możesz,
nie można już bardziej być
z daleka okrzyki i śmiechy,
ostatnie przejażdżki na łańcuchowej,
strzelnice pachną starym drzewem i ołowiem,
teraz opuszczają zardzewiałe kotary,
gasną światła automatów do gier,
milkną flippery i jednoręcy bandyci
gasną ostatnie z gier.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)