poniedziałek, 22 października 2018

sagrada familia

zlekceważyłem kolory
czekałem na obiad
w domu którego nie było
nad złotym dachem
krążyły wrony

to jest mniejsze
niż pudełko zapałek
domek z kart
to przy tym
sagrada familia

nie można się bardziej pomylić
nie trzeba nawet, bo po co

tymczasem przepuszczam
przez dłonie
wszystkie możliwe
powodzie, burze i ogień
i uwieszam spojrzenia
na najstarszych drzewach

i wiem, co chcesz mi powiedzieć
i wiem, co teraz czujesz

nie można bardziej się pomylić
nie trzeba nawet
bo po co



wtorek, 9 października 2018

ogień

horyzont potrafi się zwiększyć
do 360 stopni
gdy odgarniam jej włosy
z rozgrzanego czoła
i nie widziałbym nic poza,
ale skupiam się
na swoich plecach
liczne rany kłute,
zadane przez kapitana bez bandery
i jego ślepą sterniczkę,
ich podstarzałe serca
wciąż wibrują jak tanie disco,
ich kiczowate maski
nie ukryją jednak oczu,
płoną jak znicze

zaliczyliśmy wszystkie możliwe
karuzele w okolicy,
pan z wąsem sprzedawał bilety,
jego drżące ręce zapowiadały katastrofę,
ale zawsze udało nam się przeżyć,
zderzenia galaktyk w brzuchach
i tak zawsze bliski koniec
że umieraliśmy
ze śmiechu

potem sprawdzanie ile jest
monet
ile jest jeszcze monet
żeby zgasić w sobie ogień
żeby zgasić w sobie ogień

sobota, 6 października 2018

tsunami


chłopcy i dziewczęta
w błyszczących samochodach,
podrasowane serca
i resory
gromadzą się wczesnym wieczorem 
na bezpiecznych parkingach,
na bezpiecznych transakcjach,
azjatyckie biedronki
buszujące po firankach,
chlebaku i legginsach
a potem ślizgają się na szklanych densflorach
w głowach erupcje, tsunami,
spływy lawą,
dmuchane kamienie,
strunówki,
sznurówki,
tylko nie całuj,
bo się rozmażę,
tylko cie całuj,
bo się rozmarzę