gasnące galaktyki
niekompletne kolie
zsuwają się po chmurach
w morze
sztorm jest pozorny
to w tobie tak wieje
że serce przewraca
na lewą stronę
wyschnięte bukiety
w niczyich wazonach
po ciemku
w studnie
rzucone
jej włosy rosły w słońcu
iskrzą się
gdy zmierzchem czesze
na usta wieczorne
ciepłe jeziorne
noc idzie głodna
kłaść brokaty
po drodze mijam stawy
czarne gęste
z pluszowymi dnami
ale to do niej idę tonąć
i zniknę tam
w niej
cały