jak płatek konwaliowy
unosi się
roztańczona
po salach lustrzanych
rozświetlanych
przez zorze
tu coraz dłużej
noc jest
a słońce
serce moje
dłużej już być
nie może
nie psuję smaku
gdy wchodzi ktoś inny
a w głowie masz mnie
przecież
zza drzwi
go nie wyrzucam
bo jestem drzwiami
jestem szafą i
jestem w szafie
i za każdą zasłoną
tlumię krzyk
nie popsuję ci
nic
uciekło słońce
wstydzi się plam
wejdę już dziś
wieczorem
jesteś półsłodka
jezioro wrześniowe
i będę
pływał
sobie