piątek, 10 lipca 2026

zerwany

gubię drogę do domu 

zamiast za cieniem 

po swoich śladach 


bezoki konik 

z zepsutej karuzeli

blady na słońcu

w deszczu próchnieje

 

słyszę jak kroją 

z kurtyn mundury

a w szklane rakiety 

tankują krew 


niedziela, 7 czerwca 2026

kopią studnie we mnie
w blasku porzuconego słońca 
zatrute strzały poszły górą 
jak dzikie gęsi 
klucząc

widziałem jak pod wodą 
wesołe miasteczka 
w tunelach
place zabaw pod ziemią 

tak ciche












czwartek, 28 maja 2026

nie zbudowałem domu
w domach przy firankach
więdną wystraszone dzieci 
 
nie spłodziłem syna
ojcowie znikają na zawsze 
pod swoimi czarodziejskimi płaszczami  
 
nie posadziłem drzewa
wszystkie położą się
pod ostatnim wydechem
z płonącej paszczy smoka

ratuję się przed spadaniem 
każdym ruchem skrzydeł 



wtorek, 12 maja 2026

Pani Jeziora

chodź do mnie 
chodź 
za tobą zwiędłe 
ściele drogę do brzegu 

wejdź głębiej wejdź 
w ruchomych cichościach
słyszysz jak oddycham

popłyniesz w ciemność 
wreszcie 

będę huśtać się pod tobą 
tłumiąc eksplozje
podwodnych miłości 

czwartek, 16 kwietnia 2026



nie wyjdą z lasów już 
jak z procy wystrzelić się 
przez tory
zaświecą dla nich 
wilcze oczy

będą wpatrywać się w siebie
dopóki noc
syren już się nie boją 

a w górze sterowce
w ślizgu przez zaspy niebieskie
kołyszą ciałami podróżnych 

świetliki w słoiku po dżemie 







środa, 4 lutego 2026

syczy skóra na dłoniach
popiół pod paznokciami 
próbowałem złapać dzwony 
w pożarach się urywają 

łapałem płonące strzały
tuż przed czołami 
niebezpiecznych piękności 

wszystkie miały otwarte oczy

przeczekam pod bruzdą korony
w rozdarciu płaszcza się schowam
bo to nie ogień zerwał ten dzwon
a jego rozhuśtane serce




piątek, 2 stycznia 2026

nie odejdziemy daleko
ale przestaniemy już znaczyć sobą 
farbować na zaspach i wydmach
tropieni przez wystraszonych

idą noce
gdy w złocistych smugach szperaczy 
śnieg schowa nasze ślady
a my będziemy 
unosić się tuż obok
trzymać się za ciepłe ręce 
oddychać jakbyśmy spali


sobota, 27 grudnia 2025

nic już się nie śni 
pod neonową kopułą  
powietrza brakuje
na echa
ściany w pochyle
w wiecznym tąpnięciu
przewrócą życia na plecy 
o odpowiedniej porze
popsute mleko drogi
zaleje gwiazdy i już 
nie poparzą 
spadną skruszone 
w otwarte oczy
czasze parasoli
śpiące trzmiele




niedziela, 21 grudnia 2025

bez poręczy

nie opuścisz gniazd 
których nie ma
kołysek w śniegu 
nieruchomych 

zbiegam po oblodzonej 
górze czarodziejskiej schodów 
próbując złapać boga
który mnie wypluł zimnego











piątek, 12 grudnia 2025

w tunele

prawdopodobnie
rozgniata nas teraz
jak muchy
na jeszcze ciepłych ekranach
na czołach podziemnych kolei
w gwiździe syrenim 

w tunele


czwartek, 11 grudnia 2025

kałuże nie chcą schnąć 
w oddechu supernowej
wszechświaty porzucone
mieszają się z błotem na podeszwach

równolegle nie dotknie mnie już nic
cudza wina cudzy strach cudzy koniec
przez chwilę poza zasięgiem 
będę jak ptak pod wodą 
niesiony przez odpływ 
do domu