rozsypię się talią znaczonych kart
na niskim peronie
wymięte rotują
lokomotywa stygnie
w oddali
mosty gną się kocio
zamarza mokre pod oczami
oplute udaje bursztyny
powiedz "już"
rozrzucę się jak suchy chleb
w trzewia gołębie benzynowe
i spadną tłuste w jeszcze ciepłe
otwarte czasze parasoli