nie wiem gdzie mam zaczepić wzrok
dlużej niż chwilę wytrzymać,
a tak się odwracam, w każdej chwili odwracam
nie patrzeć, a widzę w głowie światłoczułej.
ten błysk jest spod dna,
stamtąd te mordercze dłonie,
ramiona, głowy morderców, spod dna chwytają.
potknąłem się o zwłoki prawdy.
nie zbroić się już nie zbroić,
spali mnie słońce.
miasta już nie poznaję, tak jakby się skuliło
z bólu albo ze śmiechu.
tyle miejsc gdzie można się wygiąć w mosty,
a nikt nie będzie
przechodzić w bród, brodzić zanim wciągnie.
już tylko znikam z oczu, znikam na oślep
moje uśpione wulkany stygną miarowo
jak opuszczone hangary zestrzelonych