sobota, 17 lutego 2018

już

Wilgotna i nienażarta pochłaniam jaskrawość. Chłodem wyostrzam świty. Wycieram się o zmierzch. Ostatnie zdjęcie przed spadaniem. Otwarta przesłona i w dół.
Imię mam niechciane, mylą mnie z podmianą.
Twarz pomarszczona, sucha jak szorstkie kacie dłonie.
Pogubię niczyjośc na wszystkie sposoby. Powiedz tylko "już".
Rozpadnę się talią wymiętych kart, w puste perony, w żelazne mgły. Na tory krwawiące mrozem.
Lokomotywy stygnące kamieniem i rdzą.
Zamarzają spocone, gdy mosty gną się i drżą.
Oplute łzy udają bursztyny, ktoś je na podeszwach przyniósł aż tu. Rozdeptane w psim gównie. Szary jest proch z nich.
Powiedz "już".
Porozrzucam siebie jak suchy chleb w trzewia gołębie, benzynowe.
Potem zobaczysz jak spadają, tłuste, jeszcze ciepłe, w oczy otwarte jak czarne dziury.
W matowe pustki pierzastych wydm. Resztki, z których się lepi dom.
Jestem tu resztą, którą się pomija. Z którą myli się tło
Matkuję przedłużonym rozstaniom.
Celebruję mit.
To świetna zabawa. Lepsza od drażnienia huśtawek. W środku nocy, gdy zima szczerbata gwiżdże.
Powiedz tylko "już".
Porwę latawce donikąd. Wytrącę je z dłoni pozbawionych drzwi.
Wraki zawyją z bólu. Chłostane wiatrem., Uwiję na nie bicze z fal.
Wyplotę powrozy z pustych sieci. A jachty plugawe spłoną.
Jestem nagła, ale skryta.
Uwieszona u jej powiek. Opleciona wokół jego serca.
Martwi są bardziej plastyczni od swoich wynalazków.
Powiedz tylko "już".