w oddechu supernowej
wszechświaty porzucone
mieszają się z błotem na podeszwach
równolegle nie dotknie mnie już nic
cudza wina cudzy strach cudzy koniec
przez chwilę poza zasięgiem
będę jak ptak pod wodą
niesiony przez odpływ
do domu
wciąż pachniesz ciepłym deszczem
na bezwietrzu
w półmroku
rozżarzona
popatrz
port się w dole nam wyświetla
płonące jachty
jak napisy końcowe
późne jagody
zebrane w ciepłej rosie
w burzową noc
zaczęło bić od nowa
serce moje zaczarowane
dzikie niegrzeczne
od nowa
nie jestem częścią
tej przestrzeni
wbijam się tylko w nią
jak nóż
igła strzykawka
jednorazowy
jak miłość szczenięca
jak bóg