widnokręgi jak wachlarze
rozchylasz, aż rozerwiesz
a w te rozdarcia zaraz zlatują się
komety, gwiazdy, wulkaniczne planety bez mórz,
ogony insektów dryfujących w ogniu
szczurze pląsy do rana, zimne muśnięcia
przebłyski, wściekłe kły, manekiny bez oczu
szare pląsy, potem brunatne, bez błysku
tylko szuranie i syk
bezwładne i kwaśne
podłogi usiane kurzem i złotem głupców
jaśniejsze miejsca po wyważonych drzwiach
futryny okien porwane przez wielką wodę
ocyganione serca zamiast kukułek
w niemych zegarach wiszących krzywo
obok ślubnych zdjęć przystrojonych kirem
ledwo, zaledwie, prawie wcale, niemal zupełnie nie
bim bam bom, tyk tyk tyk
tylko spróbuj tego znowu
a pożałujesz