to nie noc
ptakom rozlały się
źrenice
w gasnącym
półzmierzchu
próbowały wić
gdy bierzesz łatwe
usta jagodowe
mają smak ich krwi
to nie noc
ptakom rozlały się
źrenice
w gasnącym
półzmierzchu
próbowały wić
gdy bierzesz łatwe
usta jagodowe
mają smak ich krwi
nie ma już śladów
obce podłogi
sypialnie ściany drzwi
wytarłem się do końca
o mury miast
na zewnątrz martwe
napina jak żagle
poły namiotów
cyrkowych
nie czuję granic
wyplułem sny
jak pestki czereśni
na jej spocone uda
ćmy jej powiek
w ciepły sad
pikują
jak kamikadze
suną anioły
szare strzały
ich skrzydła syczą
blisko fal
nisko zbyt nisko
ostatnia kałuża
to morze
nie ma dna