nigdy nie byłaś mi wierna
tylko wachlarz był wybałuszony
chodziłaś wokół
jak ta kwoka wokół martwego
głowa przy głowie
śliskie kasztany
gnijące na oczach świń
ludzie to tłuste mrówki
w ścieżkach szczyn
na usługach królowej
jej oczy mają każdy kolor
jeśli można zabić z miłości
to można wszystko
weź spróbuj morza
weź przestań rzygać
piątek, 8 lutego 2019
wtorek, 22 stycznia 2019
dawno nie
Kto ma dotykać
kiedy wszyscy już martwi
ostatnie obrazy
w kalejdoskopach
Obracasz to w marznących palcach
Co ma cię zatrzymać
kiedy wszystko zastygło
twarda zmarzlina na
dziecięcych policzkach
Pokonaj gracza,
a nie grę.
Przypadkowe sekwencje.
Już dawno nie żyjesz,
już dawno nie
kiedy wszyscy już martwi
ostatnie obrazy
w kalejdoskopach
Obracasz to w marznących palcach
Co ma cię zatrzymać
kiedy wszystko zastygło
twarda zmarzlina na
dziecięcych policzkach
Pokonaj gracza,
a nie grę.
Przypadkowe sekwencje.
Już dawno nie żyjesz,
już dawno nie
wtorek, 15 stycznia 2019
Szczątki
Widziałem topniejący śnieg
zygotę kałuży
nic się w niej nie odbija
nie błyszczy
nie srebrzy
przypadkowy benzynowy
szukając węglowodanów
odchyla całoroczną kołdrę
gołąb 100 % puchu
szczątki motyla
ususzone w piekarniku
każdego dnia zabijają prezydenta
każdego dnia koronują błazna
nie można tego bardziej ścisnąć
zostają ślady w oczach
zygotę kałuży
nic się w niej nie odbija
nie błyszczy
nie srebrzy
przypadkowy benzynowy
szukając węglowodanów
odchyla całoroczną kołdrę
gołąb 100 % puchu
szczątki motyla
ususzone w piekarniku
każdego dnia zabijają prezydenta
każdego dnia koronują błazna
nie można tego bardziej ścisnąć
zostają ślady w oczach
środa, 2 stycznia 2019
druga prędkość kosmiczna oznaczana
pod stalowym kloszem nieba
gubią się szyki
gęsie klucze
bezładne drobiny kurzu
wypluwane przez
porzucony projektor
brudne palce
plotą warkocze
kokardy osmalone benzynowe
tombakowe zalotki
złoto głupców
pod drżącymi powiekami
lustra przymierzalni
zachodzą mgłą
oddechy je złuszczą
ponaglane
kolejki chcących nowe twarze
ciągną się po horyzont zdarzeń
to nieprawda, że zgasło
słońca tu nigdy nie było
to nieprawda, że zaszło
ono tu nigdy nie wschodziło
gubią się szyki
gęsie klucze
bezładne drobiny kurzu
wypluwane przez
porzucony projektor
brudne palce
plotą warkocze
kokardy osmalone benzynowe
tombakowe zalotki
złoto głupców
pod drżącymi powiekami
lustra przymierzalni
zachodzą mgłą
oddechy je złuszczą
ponaglane
kolejki chcących nowe twarze
ciągną się po horyzont zdarzeń
to nieprawda, że zgasło
słońca tu nigdy nie było
to nieprawda, że zaszło
ono tu nigdy nie wschodziło
wtorek, 11 grudnia 2018
nici
sylwetka człowieka
wchłaniana przez cień
rzucany przez porzucone
na drodze samochody
z wydłubanymi światłami
wpadają jedno na drugie
źródło jest puste w środku
korytarze bez końca
wiją się pod powierzchnią
w ślimaczych ucieczkach
świdry diamentowe
wirujące bezgłośnie
pionowe kanały dostarczają tlen
można posłuchać jak mruczy
ogień jest rześki
w studniach kamienic
słychać miarowo
ostrzone noże
nożyczki bez miejsc na palce
siekiery poszczerbione
zardzewiałe naparstki
igły z powykręcanymi uszami
wchłaniana przez cień
rzucany przez porzucone
na drodze samochody
z wydłubanymi światłami
wpadają jedno na drugie
źródło jest puste w środku
korytarze bez końca
wiją się pod powierzchnią
w ślimaczych ucieczkach
świdry diamentowe
wirujące bezgłośnie
pionowe kanały dostarczają tlen
można posłuchać jak mruczy
ogień jest rześki
w studniach kamienic
słychać miarowo
ostrzone noże
nożyczki bez miejsc na palce
siekiery poszczerbione
zardzewiałe naparstki
igły z powykręcanymi uszami
piątek, 7 grudnia 2018
8 minut
nawet gdy mrużysz
oczy zmęczone, wściekłe
i piękne jak pogrzeb psa królowej
gdzie nos i ogon
konduktu we mgle
próbują w nich udawać zorze,
to nie przez światło,
to nie przez słońce,
przypuszczalnie martwe,
bo tego nie wiesz nigdy
przez całe osiem minut,
160 oddechów w twoim stanie
potrzymam cię za rękę
to zawsze pomaga,
nieważne gdzie jest przeciek,
bo pomiędzy pokładem a dnem
mieszkają tysiące ciem,
czemu się boisz?
widziałem czoło składu,
sunące z A do B
i jego skrzące
żelazne macki
ślizgające się po zamarzniętych drzewach
to wszystko przenika
jak promienie roentgena
już wszystkie kości policzone
ułożę ci włosy
na czole
jak trzciny jezioro
w łagodny sierpniowy zmierzch
czemu się boisz?
to tylko brak jawy,
śnimy bez przerwy
cały czas
śnimy,
to sen.
piątek, 30 listopada 2018
szron
Rozpadam się na oślep w tętnice gęstych rzek, w fontanny słodkiej śliny, w kwietniki mostów, w śnieg, I jestem jakby obok i nie ma w tym bo, zgubiłem wczoraj wszystko, a dziś znalazłem to. Rozrzucam się po słońcach, zlizuję z komet szron, nie szukam śladów życia, Ja nie jestem stąd.
https://www.youtube.com/watch?v=og9CLayZ_Ks
https://www.youtube.com/watch?v=og9CLayZ_Ks
środa, 21 listopada 2018
trupy
jeżdę autobusami
za zimno na rower
i na wszystko
w autobusach jest prawdziwie
martwi ludzie
martwe twarze
martwe palce
na wyczerpanych smartfonach
jadę zbyt krótko
by widzieć defibrylację
ale sprzęt jest
jadę za krótko by
skorzystać z wifi
bo po co
wszyscy poza też martwi
ale działa monitoring
i klimatyzacja
jestem częścią lepszego świata
róża wiatrów
busola głupców
kompas szaleńców
wszystko zapowiada zimę
oby do wiosny trupy
oby do wiosny
za zimno na rower
i na wszystko
w autobusach jest prawdziwie
martwi ludzie
martwe twarze
martwe palce
na wyczerpanych smartfonach
jadę zbyt krótko
by widzieć defibrylację
ale sprzęt jest
jadę za krótko by
skorzystać z wifi
bo po co
wszyscy poza też martwi
ale działa monitoring
i klimatyzacja
jestem częścią lepszego świata
róża wiatrów
busola głupców
kompas szaleńców
wszystko zapowiada zimę
oby do wiosny trupy
oby do wiosny
poniedziałek, 19 listopada 2018
tylko jesień
jak by nie patrzeć
ścieram łagodne szkliste
oczy bombardowane
mokrym prochem
z zerwanych żagli
z rąk błaznów
mających trzymać ster
z rąk morderców
inżynierów okopów
strategów ucieczki
wampirów fajerwerków
manekinów w marynarskich ubrankach
twarze klaunie debilne
muchy szczury skurwysyńskie pomioty
pchają mi się pod nóż
a to tylko mgła
mówią
tylko jesień
ścieram łagodne szkliste
oczy bombardowane
mokrym prochem
z zerwanych żagli
z rąk błaznów
mających trzymać ster
z rąk morderców
inżynierów okopów
strategów ucieczki
wampirów fajerwerków
manekinów w marynarskich ubrankach
twarze klaunie debilne
muchy szczury skurwysyńskie pomioty
pchają mi się pod nóż
a to tylko mgła
mówią
tylko jesień
piątek, 2 listopada 2018
moment
ukradkiem, po omacku,
w niewinnym pośpiechu,
wymieniamy oddechy,
usta gorące jak piekło,
usta miękkie jak niebo,
głęboko i szybko,
na świeżo wypranej
czarnej chuście,
prowizoryczne prześcieradło
w białe grochy
przesuwa się pod nami.
widzę, gdy puszcza
oczko w pończosze,
rodzi się nowa gwiazda
w miejsce starej,
cała galaktyka wygina się pode mną,
słyszę jak obcas wbija się w igliwie.
ślady po haftkach na drżących plecach
czuję pod drżącymi palcami,
blizny po kometach,
blizny po snach,
tysiące mokrych nocy
pod baldachimem niewinnej księżniczki.
nie możesz już być bliżej,
bardziej już być nie możesz,
nie można już bardziej być
z daleka okrzyki i śmiechy,
ostatnie przejażdżki na łańcuchowej,
strzelnice pachną starym drzewem i ołowiem,
teraz opuszczają zardzewiałe kotary,
gasną światła automatów do gier,
milkną flippery i jednoręcy bandyci
gasną ostatnie z gier.
w niewinnym pośpiechu,
wymieniamy oddechy,
usta gorące jak piekło,
usta miękkie jak niebo,
głęboko i szybko,
na świeżo wypranej
czarnej chuście,
prowizoryczne prześcieradło
w białe grochy
przesuwa się pod nami.
widzę, gdy puszcza
oczko w pończosze,
rodzi się nowa gwiazda
w miejsce starej,
cała galaktyka wygina się pode mną,
słyszę jak obcas wbija się w igliwie.
ślady po haftkach na drżących plecach
czuję pod drżącymi palcami,
blizny po kometach,
blizny po snach,
tysiące mokrych nocy
pod baldachimem niewinnej księżniczki.
nie możesz już być bliżej,
bardziej już być nie możesz,
nie można już bardziej być
z daleka okrzyki i śmiechy,
ostatnie przejażdżki na łańcuchowej,
strzelnice pachną starym drzewem i ołowiem,
teraz opuszczają zardzewiałe kotary,
gasną światła automatów do gier,
milkną flippery i jednoręcy bandyci
gasną ostatnie z gier.
poniedziałek, 22 października 2018
sagrada familia
zlekceważyłem kolory
czekałem na obiad
w domu którego nie było
nad złotym dachem
krążyły wrony
to jest mniejsze
niż pudełko zapałek
domek z kart
to przy tym
sagrada familia
nie można się bardziej pomylić
nie trzeba nawet, bo po co
tymczasem przepuszczam
przez dłonie
wszystkie możliwe
powodzie, burze i ogień
i uwieszam spojrzenia
na najstarszych drzewach
i wiem, co chcesz mi powiedzieć
i wiem, co teraz czujesz
nie można bardziej się pomylić
nie trzeba nawet
bo po co
czekałem na obiad
w domu którego nie było
nad złotym dachem
krążyły wrony
to jest mniejsze
niż pudełko zapałek
domek z kart
to przy tym
sagrada familia
nie można się bardziej pomylić
nie trzeba nawet, bo po co
tymczasem przepuszczam
przez dłonie
wszystkie możliwe
powodzie, burze i ogień
i uwieszam spojrzenia
na najstarszych drzewach
i wiem, co chcesz mi powiedzieć
i wiem, co teraz czujesz
nie można bardziej się pomylić
nie trzeba nawet
bo po co