trapezy uwolnione
nikt już
nie spadnie z nich
bo nie ma tu nikogo
i nie ma tutaj nic
zwijają się pod dachy
kurtyny w mewiej krwi
aplauzy zimnych ogni
i nie wie o tym nikt
już nie chodź za mną
do miasta
tam zamiast do snu
kładą się w ogień
pod neonowym
pękniętym niebem
chowają niedonoszone
a potem płoną
całymi nocami
i skaczą z mostów
do odbitki
przęseł rozhuśtanych
skończylo się przyjęcie
spragniona wczoraj
łapiesz sople
w otwarte parasole
jeśli śnieg to kwiaty sztormu
wianki nieba rozplątujesz
unosząc się lekko
nad wszystkim co popsujesz
nie idź ze mną do miasta
sprzedam cię tuż za bramą
w nocy z nurtem rzeki
kocie przęsła porwało
będę dotykać
jak porcelanęspływają nocą
z mgieł muślinowych
tratwy mordercówkopię w deszczu studnię życzeń
wzdłuż rzeki kładę mostbiegłem za nimi
jak do jezior