środa, 19 czerwca 2019

co ty wiesz

co ty wiesz o wierze
wyginasz się jak pacynka
na huśtawce w piekle

co ty wiesz o nadziei
wpatrzona tępo
w chińskie powerbanki

co ty wiesz o miłości
zamieniłaś ją w kalkulator
podrzędnych inspiracji


piątek, 7 czerwca 2019

wojna

chwieją się ciężkie
klony od deszczu
liście jak pięści
szukają czół

widziałem to jeszcze
przed chwilą widziałem
zalał mi oczy
cały jej brud

odwieczna wojna
spójnika z przyimkiem
kochać się
z
czy
w




poniedziałek, 27 maja 2019

nie zbliżaj się do rzek

nie zbliżaj się do rzek
niosą dłonie
wyrwane
z dłoni

nie zbliżaj się do rzek
niosą maszty ramion
wyrwanych
z ramion

nie zbliżaj się do rzek
otwarte oczy
wyrzucają na brzeg
wpatrzone w zamknięte
wpatrzone w martwe

nie zbliżaj się do ognia
niby dobrze go znasz

nie zbliżaj się do ognia
w ogóle go nie znasz


sobota, 25 maja 2019

wiek nie ma znaczenia

to dziewczę
porusza się jak woda
oczy błyszczą jej
jak hartowana stal
odbita w świetle mgławicy

strategie tysięcy generałów
wypluwa razem z gumą
do żucia
mrużąc oczy
jak przy eksplozji

na co okopy
i broń na wypadek
gdy poczujesz pod plecami
ziemię martwych
ostre maszty
kurewskich uprowadzeń

ziemia która już dawno
nie obraca się
tak jak powinna
która już dawno
tkwi w tym samym
miejscu płytko niepewnie
drży czasami jak
ranna sarna

to nie jest miejsce
na przyzwoitość

ten śmiech zrywa kurtyny
zaczepy karniszy pękają w jęku

malinowe ślady na plecach
malinowe ślady na drzwiach

nie da się gdzie ukryć
ukryć już
nie ma gdzie

ona otwiera usta jak skrzydła
pióra spocone
wirują

poniedziałek, 20 maja 2019

nikt nie trzymał steru

wiem czemu milczysz
ile można kłamać
kończą się słowa
jak paciorki mantry
kurczą się słowa
jak wspomnienia kiedy

byłaś wolna

wiem czemu kłamiesz
ile można milczeć
brzydnie ta cisza
jak poranne wytrawne
naleśniki bez smaku
i kłótnie o plany

na kolejny dzień

bez sensu się stroisz
w te barwy obronne
uzbrojona po pachy
w ślepą amunicję

nie trzymał steru
nikt
nie trzymał steru nikt


piątek, 3 maja 2019

najwięcej jest tu srok (Zielona Góra)

tu kwitną nocami
drzewa jabłoni
czereśni i śliw
gdy mróz liże korzenie
na dwa metry wgłąb
uśmiechają się tylko
skrzydlate potwory
na próżno wyczekują
ukryte po koronach


tu stygną za dnia
oddechy spod masek
całuj tylko w ukryciu
tu nie ma namiętności
tu jest lista zadań
tu nie ma namiętności
przestań usta układać

w płytki grób

ogień który nie parzy
ogień którego się nie czuje
zajął właśnie twoje włosy
bo głowy już nie
płoniesz jak chińska pochodnia

wszystko płonie
wszystko spłonie
i tak nic nie poczujesz


piątek, 8 lutego 2019

można wszystko

nigdy nie byłaś mi wierna
tylko wachlarz był wybałuszony
chodziłaś wokół
jak ta kwoka wokół martwego

głowa przy głowie
śliskie kasztany
gnijące na oczach świń

ludzie to tłuste mrówki
w ścieżkach szczyn
na usługach królowej

jej oczy mają każdy kolor

jeśli można zabić z miłości
to można wszystko
weź spróbuj morza
weź przestań rzygać


wtorek, 22 stycznia 2019

dawno nie

Kto ma dotykać
kiedy wszyscy już martwi
ostatnie obrazy
w kalejdoskopach

Obracasz to w marznących palcach

Co ma cię zatrzymać
kiedy wszystko zastygło
twarda zmarzlina na
dziecięcych policzkach

Pokonaj gracza,
a nie grę.
Przypadkowe sekwencje.
Już dawno nie żyjesz,
już dawno nie









wtorek, 15 stycznia 2019

Szczątki

Widziałem topniejący śnieg
zygotę kałuży
nic się w niej nie odbija
nie błyszczy
nie srebrzy

przypadkowy benzynowy
szukając węglowodanów
odchyla całoroczną kołdrę
gołąb 100 % puchu
szczątki motyla
ususzone w piekarniku

każdego dnia zabijają prezydenta
każdego dnia koronują błazna
nie można tego bardziej ścisnąć
zostają ślady w oczach



środa, 2 stycznia 2019

druga prędkość kosmiczna oznaczana

pod stalowym kloszem nieba
gubią się szyki
gęsie klucze
bezładne drobiny kurzu
wypluwane przez
porzucony projektor

brudne palce
plotą warkocze
kokardy osmalone benzynowe
tombakowe zalotki
złoto głupców
pod drżącymi powiekami

lustra przymierzalni
zachodzą mgłą
oddechy je złuszczą
ponaglane
kolejki chcących nowe twarze
ciągną się po horyzont zdarzeń

to nieprawda, że zgasło
słońca tu nigdy nie było
to nieprawda, że zaszło
ono tu nigdy nie wschodziło









wtorek, 11 grudnia 2018

nici

sylwetka człowieka
wchłaniana przez cień
rzucany przez porzucone
na drodze samochody
z wydłubanymi światłami
wpadają jedno na drugie
źródło jest puste w środku
korytarze bez końca
wiją się pod powierzchnią
w ślimaczych ucieczkach
świdry diamentowe
wirujące bezgłośnie
pionowe kanały dostarczają tlen
można posłuchać jak mruczy
ogień jest rześki
w studniach kamienic
słychać miarowo
ostrzone noże
nożyczki bez miejsc na palce
siekiery poszczerbione
zardzewiałe naparstki
igły z powykręcanymi uszami