nie czuję granic
wyplułem sny
jak pestki czereśni
na jej spocone uda
ćmy jej powiek
w ciepły sad
pikują
jak kamikadze
nie czuję granic
wyplułem sny
jak pestki czereśni
na jej spocone uda
ćmy jej powiek
w ciepły sad
pikują
jak kamikadze
suną anioły
szare strzały
ich skrzydła syczą
blisko fal
nisko zbyt nisko
ostatnia kałuża
to morze
nie ma dna
rozsypię się talią znaczonych kart
na niskim peronie
wymięte rotują
lokomotywa stygnie
w oddali
mosty gną się kocio
zamarza mokre pod oczami
oplute udaje bursztyny
powiedz "już"
rozrzucę się jak suchy chleb
w trzewia gołębie benzynowe
i spadną tłuste w jeszcze ciepłe
otwarte czasze parasoli