wtorek, 11 grudnia 2018

nici

sylwetka człowieka
wchłaniana przez cień
rzucany przez porzucone
na drodze samochody
z wydłubanymi światłami
wpadają jedno na drugie
źródło jest puste w środku
korytarze bez końca
wiją się pod powierzchnią
w ślimaczych ucieczkach
świdry diamentowe
wirujące bezgłośnie
pionowe kanały dostarczają tlen
można posłuchać jak mruczy
ogień jest rześki
w studniach kamienic
słychać miarowo
ostrzone noże
nożyczki bez miejsc na palce
siekiery poszczerbione
zardzewiałe naparstki
igły z powykręcanymi uszami




piątek, 7 grudnia 2018

8 minut


nawet gdy mrużysz
oczy zmęczone, wściekłe
i piękne jak pogrzeb psa królowej
gdzie nos i ogon
konduktu we mgle
próbują w nich udawać zorze,
to nie przez światło,

to nie przez słońce,
przypuszczalnie martwe,
bo tego nie wiesz nigdy
przez całe osiem minut,
160 oddechów w twoim stanie

potrzymam cię za rękę
to zawsze pomaga,
nieważne gdzie jest przeciek,
bo pomiędzy pokładem a dnem
mieszkają tysiące ciem,
czemu się boisz?
widziałem czoło składu,
sunące z A do B
i jego skrzące
żelazne macki
ślizgające się po zamarzniętych drzewach

to wszystko przenika
jak promienie roentgena
już wszystkie kości policzone

ułożę ci włosy
na czole
jak trzciny jezioro
w łagodny sierpniowy zmierzch

czemu się boisz?
to tylko brak jawy,
śnimy bez przerwy
cały czas
śnimy,

to sen.




piątek, 30 listopada 2018

szron

Rozpadam się na oślep w tętnice gęstych rzek, w fontanny słodkiej śliny, w kwietniki mostów, w śnieg, I jestem jakby obok i nie ma w tym bo, zgubiłem wczoraj wszystko, a dziś znalazłem to. Rozrzucam się po słońcach, zlizuję z komet szron, nie szukam śladów życia, Ja nie jestem stąd.
https://www.youtube.com/watch?v=og9CLayZ_Ks

środa, 21 listopada 2018

trupy

jeżdę autobusami
za zimno na rower
i na wszystko
w autobusach jest prawdziwie
martwi ludzie
martwe twarze
martwe palce
na wyczerpanych smartfonach

jadę zbyt krótko
by widzieć defibrylację
ale sprzęt jest
jadę za krótko by
skorzystać z wifi
bo po co
wszyscy poza też martwi
ale działa monitoring
i klimatyzacja
jestem częścią lepszego świata

róża wiatrów
busola głupców
kompas szaleńców
wszystko zapowiada zimę

oby do wiosny trupy
oby do wiosny





poniedziałek, 19 listopada 2018

tylko jesień

jak by nie patrzeć
ścieram łagodne szkliste
oczy bombardowane
mokrym prochem
z zerwanych żagli
z rąk błaznów
mających trzymać ster
z rąk morderców
inżynierów okopów
strategów ucieczki
wampirów fajerwerków
manekinów w marynarskich ubrankach
twarze klaunie debilne
muchy szczury skurwysyńskie pomioty
pchają mi się pod nóż

a to tylko mgła
mówią
tylko jesień





piątek, 2 listopada 2018

moment

ukradkiem, po omacku,
w niewinnym pośpiechu,
wymieniamy oddechy,
usta gorące jak piekło,
usta miękkie jak niebo,
głęboko i szybko,
na świeżo wypranej
czarnej chuście,
prowizoryczne prześcieradło
w białe grochy
przesuwa się pod nami.

widzę, gdy puszcza
oczko w pończosze,
rodzi się nowa gwiazda
w miejsce starej,
cała galaktyka wygina się pode mną,
słyszę jak obcas wbija się w igliwie.
ślady po haftkach na drżących plecach
czuję pod drżącymi palcami,
blizny po kometach,
blizny po snach,
tysiące mokrych nocy
pod baldachimem niewinnej księżniczki.
nie możesz już być bliżej,
bardziej już być nie możesz,
nie można już bardziej być

z daleka okrzyki i śmiechy,
ostatnie przejażdżki na łańcuchowej,
strzelnice pachną starym drzewem i ołowiem,
teraz opuszczają zardzewiałe kotary,
gasną światła automatów do gier,
milkną flippery i jednoręcy bandyci
gasną ostatnie z gier.











poniedziałek, 22 października 2018

sagrada familia

zlekceważyłem kolory
czekałem na obiad
w domu którego nie było
nad złotym dachem
krążyły wrony

to jest mniejsze
niż pudełko zapałek
domek z kart
to przy tym
sagrada familia

nie można się bardziej pomylić
nie trzeba nawet, bo po co

tymczasem przepuszczam
przez dłonie
wszystkie możliwe
powodzie, burze i ogień
i uwieszam spojrzenia
na najstarszych drzewach

i wiem, co chcesz mi powiedzieć
i wiem, co teraz czujesz

nie można bardziej się pomylić
nie trzeba nawet
bo po co



wtorek, 9 października 2018

ogień

horyzont potrafi się zwiększyć
do 360 stopni
gdy odgarniam jej włosy
z rozgrzanego czoła
i nie widziałbym nic poza,
ale skupiam się
na swoich plecach
liczne rany kłute,
zadane przez kapitana bez bandery
i jego ślepą sterniczkę,
ich podstarzałe serca
wciąż wibrują jak tanie disco,
ich kiczowate maski
nie ukryją jednak oczu,
płoną jak znicze

zaliczyliśmy wszystkie możliwe
karuzele w okolicy,
pan z wąsem sprzedawał bilety,
jego drżące ręce zapowiadały katastrofę,
ale zawsze udało nam się przeżyć,
zderzenia galaktyk w brzuchach
i tak zawsze bliski koniec
że umieraliśmy
ze śmiechu

potem sprawdzanie ile jest
monet
ile jest jeszcze monet
żeby zgasić w sobie ogień
żeby zgasić w sobie ogień

sobota, 6 października 2018

tsunami


chłopcy i dziewczęta
w błyszczących samochodach,
podrasowane serca
i resory
gromadzą się wczesnym wieczorem 
na bezpiecznych parkingach,
na bezpiecznych transakcjach,
azjatyckie biedronki
buszujące po firankach,
chlebaku i legginsach
a potem ślizgają się na szklanych densflorach
w głowach erupcje, tsunami,
spływy lawą,
dmuchane kamienie,
strunówki,
sznurówki,
tylko nie całuj,
bo się rozmażę,
tylko cie całuj,
bo się rozmarzę

czwartek, 27 września 2018

orkany

moment, kiedy wszystko się zatrzymuje
jak przed znakiem STOP
przekrzywionym przez kolejny orkan
nazwany imieniem wielkiej miłości
synoptyka
albo wielkiej nienawiści
synoptyka

nie złapiesz nic przy takim wietrze
nie utrzymasz nic przy takim deszczu
w głośnikach piosenki o ogniu
wycieraczki nie nadążają
reflektory parują
obmywane z muszych zwłok

moment, kiedy wszystko cię zatrzymuje
gdy ona otworzyła po raz pierwszy oczy
ty swoje już chciałeś zamknąć
ćwierć wieku upokorzeń

potem rozmawiacie o pogodzie
i patrzycie na swoje mokre głodne szyje





środa, 19 września 2018

widnokręgi

widnokręgi jak wachlarze
rozchylasz, aż rozerwiesz
a w te rozdarcia zaraz zlatują się
komety, gwiazdy, wulkaniczne planety bez mórz,
ogony insektów dryfujących w ogniu

szczurze pląsy do rana, zimne muśnięcia
przebłyski, wściekłe kły, manekiny bez oczu
szare pląsy, potem brunatne, bez błysku
tylko szuranie i syk
bezwładne i kwaśne

podłogi usiane kurzem i złotem głupców
jaśniejsze miejsca po wyważonych drzwiach
futryny okien porwane przez wielką wodę

ocyganione serca zamiast kukułek
w niemych zegarach wiszących krzywo
obok ślubnych zdjęć przystrojonych kirem

ledwo, zaledwie, prawie wcale, niemal zupełnie nie
bim bam bom, tyk tyk tyk
tylko spróbuj tego znowu
a pożałujesz